Zainteresował mnie pewien wątek, który przewinął mi się w rozmowach. Wątek wypowiedzi o zazdrości.
Zazdrość to stan destrukcyjny dla obu stron związku. No bo strona zazdrosna - nazwe ja dla uproszczenia zazdrośnikiem - czuje dyskomfort z samego stanu zazdrości. Zaniepokojenie, niepewność, nerwowość, złość ( na siebie bo jestem słaba, na partnera bo jest źródłem tej słabości). Z resztą opracowań na tan temat zapewne jest mnóstwo i Ameryki nie odkryję.
Zauważyłem jednak pewną zależność, pewien mechanizm który w wielu wypadkach można opisac modelem SR.
Klientka ma całkiem wysoką samoświadomość, określa jasno cele relacyjne, zna swoje zasoby, umie z nich korzystać a jednak czuje dyskomfort z relacji w której jest. Żródłem tego dyskomfortu jest uczucie zazdrości. Pojawia się, jak to określa dość niespodziewanie, w sposób spontaniczny i całkowicie nie kontrolowany. Oczywiście reakcja jest kontrolowana, nie robi scen zazdrości ale czuje niepokój i przenosi go na relację.
Po kilku rozmowach doszliśmy do wniosku, że czuje deficyt w obszarze empatii partnera. Wszystkie rozmowy na ten temat z partnerem kończa się na stwierdzeniu, że partner jest taki jaki jest, podnosi samoocenę przez potwierdzanie swojej atrakcyjności ( lubi flirtować ), zazdrość jest jej problemem a rozmowa na ten temat jest wywieraniem na niego nacisku i ograniczeniem wolności.
Sama klientka zauważyła, że reakcja zazdrości jest funkcją zachowań partnera. Chce pracować nad sobą i jest gotowa na zmianę.
Nasunęły mi się następujące pytania:
1. czy ma prawo OCZEKIWAĆ od partnera empatii?
2. czy to oczekiwanie faktycznie narusza jego obszar wolności?
3. czy zazdrość jest tylko jej problemem?
4. czy podnoszenie własnej samooceny w oparciu o świadomość własnych zasobów jest rozwiązaniem problemu zazdrości?
5. gdzie jest granica wycofania własnej potrzeby doświadczania " bycia ważnym " dla drugiej strony związku?
6. w jakich obszarach pracować z klientką?
7
Czekam na Wasze opinie
Marcin